))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

niedziela, 23 kwietnia 2017

Odkłamać historię stosunków polsko-żydowskich (VII)

J. Karski: „Polska była ropiejącym wrzodem w Europie w XIX wieku”
 
Szczególnie jaskrawym przykładem obrzydliwych ,wręcz niepoczytalnych, pomówień Karskiego pod adresem Polski był jego wywiad dla SdRP-owskiej „Trybuny” z 3 lutego 1997 r. „Polska- Mesjasz czy wrzód?” Powiedział tam wprost : „Przecież Polska to jest teren w Europie, który w XIX wieku, jak to odkryłem w dokumentach, nazywany był w kancelariach dyplomatycznych „ropiejącym wrzodem Europy”, „z którym nie wiadomo, co robić”. Karski całkowicie utożsamiał się z tym oszczerczym twierdzeniem i podkreślił: „Faktem jest, że od pokoleń Polska jest klasycznym terenem niestabilności. Ile było granic Polski? Jeszcze przed śmiercią Sobieskiego unia perejesławska - inne granice, pokój karłowicki- inne granice, I,II,III rozbiór - jeszcze inne granice”. Dajmy tu znaczącą poprawkę do słów Karskiego. Twierdzenie o Polsce jako „ropiejącym wrzodzie Europy” wypowiedział kanclerz zaborczej Austrii - Metternich.. Nieprzypadkowo, bo to polscy generałowie : J. Bem i J. Dembiński dowodzili walką Węgrów przeciw austriackiemu despotyzmowi, a inny polski generał Chrzanowski dowodził walką Włochów przeciw Austrii..Dla kancelarii państw zaborczych, od Austrii po Rosję i Prusy, byliśmy rzeczywiście „ropiejącym wrzodem ich Europy, symbolem ciągłego niezłomnego buntu. I oto renegat Karski całkowicie utożsamiał się z opiniami zaborców przeciw Polsce, a nie opiniami Europy wolności. Nie identyfikował się z opiniami najsłynniejszych wolnościowych XIX-wiecznych intelektualistów i polityków, dla których Polska była ucieleśnieniem ideałów prawdy i wolności. Z Victorem Hugo, który nazwał Polskę „rycerzem Europy” i zapewniał : „Polska będzie triumfować. Gdyby bowiem zginęła na zawsze, to jej śmierć byłaby mniej więcej śmiercią dla nas wszystkich”. Ze słynnym historykiem francuskim Julesem Micheletem, który pisał o Polakach jako „narodzie wspaniałym, narodzie najbardziej ludzkim”, a o Polsce, jako o kraju, który uratował ludzkość. Z przywódcą węgierskiej wojny niepodległościowej 1at 1848-1849 Lajosem Kossuthem, który stwierdził: „Sprawa Polaków jest sprawą Europy i śmiało mogę powiedzieć, że kto Polaków nie szanuje (...) ten własnej nie kocha Ojczyzny”. Ze słynnym rewolucjonistą włoskim Giuseppe Garibaldim, który stwierdził: „Sprawa polska jest sprawą całej ludzkości”. Ze słynnym myślicielem duńskim żydowskiego pochodzenia George Brandesem, który pisał : „Kochać Polskę i wolność - to jedno”.
 
W dalszej części wywiadu dla postkomunistycznej „Trybuny” Karski wystąpił jako gwałtowny krytyk naszych powstań narodowych i żarliwy obrońca „ładu”, który nam stwarzali carowie. Bo przez powstania traciliśmy tylko resztki państwa: „Powstało Królestwo Kongresowe i znowu inne granice. Unia dynastyczna z carem- macie sejmy, macie rząd, własne wojsko. No to Polacy zrobili Powstanie Listopadowe. Wtedy car odebrał konstytucje, ale ciągle jeszcze trzymał Królestwo Kongresowe. No to Polacy zrobili Powstanie Styczniowe. W odwecie następny car zadecydował: Nie ma Królestwa Kongresowego, tylko jest „Priwislinskij Kraj”.
 
Według Karskiego wszystkiemu temu byłi wyłącznie winni Polacy, buntowali się przeciwko dobroci cara, który dał im wszystko: „sejmy, rząd i własne wojsko”. Jak było w rzeczywistości - pokazują słowa czołowego w swoim czasie rzecznika orientacji prorosyjskiej w Polsce, byłego ministra spraw zagranicznych Rosji księcia Adama Czartoryskiego. Ten słynny dyplomata i polityk już 17 lipca 1815 roku ostrzegał swego przyjaciela cara Aleksandra I: „Książę Konstanty żywi nienawiść do tego kraju (...) Konstytucja jest przedmiotem drwin u niego (...) pragnie kierować armią kijem i zastosowuje go (...) Czas nagli, Najjaśniejszy Panie. Każda godzina może przynieść burzę i katastrofę, o jakiej myśl sama przeraża”. Według Karskiego jednak to tylko Polacy byli wszystkiemu winni. Jak mogli buntować się przeciw Mikołajowi I Pałkinowi, jak mogli buntować się przeciw barbarzyńskim rządom Iwana Paskiewicza, ponurej „paskiewiczowskiej nocy”, bo przecież ciągle jeszcze cały ówczesny terror odbywał się pod szyldem Królestwa Kongresowego. Włosi czy Węgrzy buntowali się, robili powstania przeciw imperium Habsburgów, o wiele łagodniejszemu pod względem terroru i barbarzyństwa od Rosji, a jednak według anty-Polaka Karskiego to Polacy byli winni, że buntowali się przeciw imperium knuta, tiurmy, katorgi i ciemnoty!
 
Z dosadną odpowiedzią na antypolskiej obelgi Karskiego, choć bez wymienienia wprost jego nazwiska wystąpił Jan Nowak- Jeziorański w tekście publikowanym w parę miesięcy po wywiadzie Karskiego w „Trybunie”. Nowak -Jeziorański pisał m.in.: „Stańczycy widzieli zbawienie w zgodzie z Austrią, ale nie uważali się nigdy za Austriaków mówiących po polsku. Byli Polakami do szpiku kości. Żaden z nich nie powtórzył potwornej obelgi, jaka rzucił wobec Polski Metternich, który nazwał ją „ropiejącym wrzodem Europy, z którym nie wiadomo co robić”. Metternich, pamiętajmy był architektem Świętego Przymierza i śmiertelnym wrogiem nie tylko Polski, ale także wszystkich ludów Europy walczących o prawo do samostanowienia. W surowych ocenach Kalinki, Szujskiego, Bobrzyńskiego i innych nigdy nie było pogardy i tonu wyższości wobec własnego narodu, który cechuje renegatów”.(Podkr.-JRN). (J. Nowak- Jeziorański: Spór o o Konstytucję 3 maja, „Gazeta Wyborcza” ,2-4 maja 1997 r.). Jak widzimy nawet J. Nowak-Jeziorański już wtedy myślał o Karskim jako o renegacie. Nieprzypadkowo Karski już nigdy nie podał mu ręki do końca swego życia. A jednak prezydent A.,Duda wywyższył renegata do stopnia generała!
 
Atak Karskiego na „idiotyczne” Księstwo Warszawskie
 
W cytowanym, wyżej wywiadzie dla postkomunistycznej „Trybuny” znalazła się jeszcze inna konstatacja- horror w wykonaniu Jana Karskiego. Było to stwierdzenie, że „Napoleon zrobił idiotyczne jakieś Księstwo Warszawskie”. „Dobrodziejstwu” carów Karski przeciwstawiał jako idiotyzm państwo polskie, niewielkie, ale rzeczywiście narodowe, z księciem Józefem Poniatowskim na czele narodowej armii, z demokratycznymi reformami i kodeksem Napoleona. Skrajny rusofil Karski nic z tego nie rozumiał, za to tym mocniej wychwalał dobrodziejstwa Stalina dla Polski. I wychwalał Polskę pojałtańską, która dzięki Stalinowi dostała jakoby „najlepsze granice, jakie miała w historii, proste, bez żadnych wygibasów”.
 
Pozwolę sobie zacytować tu opinię znanego dziennikarza Stefana Bratkowskiego, dziś znajdującego się w przeciwnym do mnie obozie, choć kiedyś byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni. W książce Bratkowskiego, przez lata bardzo gruntownie zajmującego się dziejami Polski w XIX wieku „Najkrótsza historia Polski” (Warszawa 1999, ss.229-230) czytamy. : „Księstwo Warszawskie, to zaszczytna przygoda historyczna narodu (Podkr.-JRN).(...) Zakrawało to istotnie na cud. Bo naraz całe społeczeństwo szlacheckie, balujące na grobie ojczyzny, przeobraziło się znowuż w zaradnych, rządnych obywateli. Organizuje się, powołuje kompetentne władze lokalne, wojewódzkie i centralne, wyposaża swoje wojsko, reformuje kraj, instalując na terenie Księstwa - francuskie prawo cywilne i handlowe, słynny „Kodeks Napoleona” i „Kodeks Handlowy”, które dadzą ziemiom centralnej Polski wyprzedzenie cywilizacyjne wobec reszty środkowej i wschodniej Europy. I nikt nie skąpi grosza”.
 
Tak pisał prawdziwie kompetentny badacz historii Polski w XIX wieku, a nie niedouczony pseudouczony. Karski.
 
Jak nieproszony mentor zza Oceanu Karski potępieńczo atakował polskie elity z przeszłości
 
Narodowy nihilista Jan Karski nie zapomniał w swych obłąkańczych potępieńczych atakach na dzieje Polski starannie oczernić dawne polskie elity, o ileż wspanialsze od dzisiejszych ułomnych elit, od Kwaśniewskich, przed którymi Karski padał na ziemię w wiernopoddańczych hołdach. Karski piętnował rzekomy zawsze niski poziom polskich elit, I robił to wbrew prawdzie-jak pokazałem na paru wspomnianych przykładach. W cytowanym już wyżej wywiadzie dla postkomunistycznej „Trybuny” Karski uogólniał: „Zdaję sobie sprawę, że to, co powiem, nie będzie się podobało Polakom. W Polsce tradycyjnie, i to nie tylko w tym pokoleniu, ale zawsze, elity polityczne były na niskim poziomie”. Rzekomej tradycyjnej - od zawsze słabości politycznych elit polskich Karski przeciwstawiał prawdziwy pean na cześć postkomunistycznego prezydenta RFP Aleksandra Kwaśniewskiego, oceniając go jako „doskonałego prezydenta”, „tworzącego prawidłowy obraz Polski”.( (Por. postkomunistyczna „Trybuna” z 3 lutego 1997 r.) Zapytajmy jaki kraj zaaplikowałby nam Karski jako wzorzec zawsze wysokiego poziomu elit? Czy może „elity” niemieckie z czasów Wilhema II, z ich poparciem militaryzmu i parcia do wojny, albo „elity” Republiki Weimarskiej? A może „elity” rosyjskie, z ich wieczną akceptacją samodzierżawia, od XVIII wieku po rok 1917 i straszliwą nieudolnością kiereńszczyzny? A może „elity” francuskie z doby Daladiera, osławionych monachijczyków i późniejsze rządy kolaborantów z Vichy? Czy dzisiejsze tak głupawe „elity” amerykańskie spod znaku Clintonów i Obamy? Przypomnijmy, co mówił na ten temat polskich elit znakomity historyk, przedwcześnie zmarły profesor Jerzy Skowronek. W diametralnej sprzeczności z dywagacjami Karskiego o niskim poziomie polskich elit były uwagi profesora Skowronka o elicie Powstania Styczniowego, o „dojrzałości i odpowiedzialności jego przywódców, którzy swój los przyjęli z podniesionym czołem, mając świadomość, jak wiele od tego zależy. Zginęli, ale ocalili honor. O pokusy nie było trudno: denuncjacje współpracowników i towarzyszy walki lub ucieczka za austriacki kordon by ich ocaliła. Ale nic takiego nie miało miejsca”( Por. „Gość Tygodnika: profesor Jerzy Skowronek „Tygodnik Solidarność” ,28 stycznia 1994,oprac. W. P. Kwiatek)/. Jakże ważna była wymowa całego przesłania rozmowy z prof. J .Skowronkiem: „Za każdym razem nasz gość dowodnie wykazywał,.że nigdy nie mieliśmy powodów do wstydu, że to od nas można było czerpać garściami doświadczenia. Że j a k o   n a r ó d z d a w a l i ś m y  z a w s z e  e g z a m. i n”. (Podkr- .J. Skowronka). Tak oceniał prawdziwy patriota, jakże przeciwstawny postawom typu anty-Polaka Karskiego!

Karskiego, renegata, wyzutego z szacunku dla polskości, i tak mocno ją szkalującego, wyraźnie trzeba było by posłać na długie, bardzo żmudne korepetycje z polskich dziejów do niektórych wybitnych cudzoziemców, doskonale znających dzieje Polski. Choćby do jednego z czołowych zagranicznych badaczy historii Polski prof. Normana Daviesa, autora słynnego „Bożego Igrzyska”, który stwierdził wręcz: „Historia uczy, że Polacy przetrwali, bo potrafili walczyć o swe państwo i ich obowiązkiem jest walczyć dalej”.(Cyt za: Polacy jak Irlandczycy, wywiad W. Pankowskiego z N. Daviesem, „Gazeta Wyborcza”, z 10 marca 1996 r.)
 
Tak poniewierający polska historię Jan Karski z biegiem lat przestał odczuwać jakiekolwiek więzy uczuciowe z Polską i Polakami. E. T. Wood i S. M. Jankowski pisali (op.cit.,,s.322): „W 1991 roku Jan wrócił do wolnej Polski, aby odebrać doktorat honoris causa na Uniwersytecie Warszawskim i wygłosić wykład; był zadowolony z tej wizyty, ale nie przeżywał jej głęboko, gdyż czuł sie już Amerykaninem”, (Podkr. - JRN). 

Wcześniej występując w październiku 1981 roku na Międzynarodowej Konferencji Oswobodzicieli, koordynowanej przez Wiesela (żydowskiego noblistę -JRN) i sponsorowanej przez Radę Pamięci Holocaustu, przypochlebiając się zebranej publiczności, głównie żydowskiej, Karski powiedział: „ja jestem chrześcijańskim Żydem”.(Cyt. za: E. T. Wood i S. M. Jankowski : op.cit.,s.319). Rzeczywiście zachowywał się jak Żyd, ale nie chrześcijański, a skrajnie antypolski!

I osobę takiego oszczercy historii Polski prezydent A. Duda wyniósł do stopnia generała. Czy zrobił to tylko przez ignorancję? A gdzie byli jego taki liczni doradcy?
 
Kto doprowadził do wyolbrzymienia ponad miarę domniemanych zasług Jana Kurskiego
 
Pokazałem jak bardzo niezasłużenie wznosi się na piedestał Jana Karskiego ponad innych prawdziwych bohaterów takich jak Ojciec Maksymilian Kolbe czy Witold Pilecki. Warto się przyjrzeć, co szczególnie sprzyjało skrajnemu nagłaśnianiu postaci J. Karskiego jako niemal bohatera wszechczasów. Myślę, że szczególnie dużą rolę odegrały pod tym względem jego bardzo silne związki z Klubami Rotary, czym się tak chwalą na stronie tych klubów. Od 1934 roku do śmierci Karski pozostawał związany z ruchem rotariańskim. Od 1995 roku był członkiem honorowym RC Kazimierz Dolny. Podczas swojej misji wojennej goszczony był przez dziesiątki klubów Rotary w Wielkiej Brytanii i USA, gdzie prezentował sytuację w okupowanej Polsce, w tym, dokonującą się hitlerowską zbrodnię na narodzie żydowskim. Także w czasie swej kariery akademickiej i z racji pozycje międzynarodowego autorytetu w obszarze upamiętniania zbrodni Holocaustu był stałym gościem klubów rotariańskich. W historii polskiego Rotary, trudno o postać o podobnym znaczeniu. (Por. Jan Karski Rotary w Polsce,rotary.org.pl/jan-karski/.Rotary w Polsce. Dystrykt 223e1). Ciekawe, że jak pisał Andrzej Horubala w cytowanym wyżej świetnym tekście, to „Józef Retinger, agent niejasnych spraw, holował Karskiego na Zachodzie”.(Por. A .Horubała) 

Przypomnijmy, że Retinger był zagorzałym masonem, w latach 20-tych doradcą prezydenta Meksyku Eliasza Callesa, który starał się zniszczyć Kościół katolicki za wszelką cenę, mordując księży i paląc kościoły. Warto dodać, że zajadle antykatolicka i antypolska żydowska loża masońska B’nai Birth przyznała Karskiemu swoją specjalną nagrodę. W niezasłużonym promowaniu rzekomych ogromnych zasług Karskiego dla Polski bardzo dużą rolę odegrały dwie osoby: zajadły geremkowiec konsul w Los Angeles w latach 1999-2003 i w Nowym Jorku 2005-2010 Krzysztof Kasprzyk i konsul w Nowym Jorku w latach 2010-2015 znana z antypolskiego zadęcia konsul Ewa Juńczyk- Ziomecka.

sobota, 22 kwietnia 2017

Odkłamać historie stosunków polsko-żydowskich (VI)

Jak renegat Karski wciąż stawał po stronie Żydów w polemikach ze środowiskami polonijnymi
 
Szczególne haniebne w ostatnich kilkunastu latach życia Jana Karskiego było jego ciągłe stawanie po stronie Żydów w polemikach między nimi a przedstawicielami amerykańskiej Polonii. Było to zachowanie godne najgorszych renegatów. Szczególnie podłe było wystąpienie Karskiego przeciw polskiej stronie w czasie debaty polsko-żydowskiej w Muzeum Holocaustu w październiku 1995 r. Głównym przedstawicielem strony polskiej w tej debacie był profesor Iwo Cyprian Pogonowski, który skrytykował zakłamanie spraw polskich w Muzeum Holocaustu. szczególnie krytycznie oceniając przedstawienie w skrajnie antypolskim duchu zbrodni kieleckiej z 1946 r., wyeksponowanej w ostatniej sali Muzeum Holocaustu .I wtedy - jak pisano w „Dzienniku Związkowym” - „głównym polemistą (prof. Pogonowskiego- JRN) ku zdziwieniu wielu obecnych okazał się Jan Karski (...), twierdząc, że „Kielce są symbolem polskiej hańby”, a władze Muzeum Holocaustu „wykazały i tak wiele dobrej woli i taktu:”, nie wymieniając „polskich szmalcowników” - powszechnej jego zdaniem, nowej profesji Polaków, jaka pojawiła się podczas niemieckiej okupacji! W istocie był to głos odosobniony, ponieważ pozostali działacze polonijni zachowali pełną solidarność, i zgodność z szeregiem przytoczonych sugestii Iwo C. .Pogonowskiego, zgadzając się zwłaszcza, że sposób zredagowania i sformułowania wielu plansz (w Muzeum Holocaustu- JRN) jest co najmniej „niefortunny” .(Cyt .za tekstem, Wojciecha A. Wierzewskiego: „Żydzi nie byli jedynymi, którzy cierpieli...”, chicagowski „Dziennik Związkowy” 20-223 października 1995 r.) I takiego antypolskiego łobuza i renegata jak Karski niebywale mocno wyróżnił „nasz” prezydent A,. Duda, wynosząc go do rangi generała! Karskiemu nie przeszkadzało wystąpienie w jadowicie antypolskim filmie „Shoah” Lanzmanna, w którym ohydnie szkalowano jego polskich rodaków. Co więcej wybraniał ten film przed polskimi krytykami. Przypomnijmy, że antypolskie fałsze Lanzmanna spotkały z ostrym sprzeciwem ze strony niektórych uczciwych Żydów (np. ze świetnym polemicznym tekstem profesora Israela Shahaka z Izraela)., Ale ci Żydzi byli uczciwymi moralistami w przeciwieństwie do zaprzańca Karskiego!
 
Dlaczego Karski wciąż stronniczo stawał po stronie Żydów we wszystkich sporach między nimi a Polakami? Wiele nasłuchałem się na ten temat od dwojga szczególnie szanownych rozmówców : cytowanej już wdowy po Stefanie Korbońskim - Zofii i profesorze Iwo Cyprianie Pogonowskim, nader zasłużonym popularyzatorze historii i kultury polskiej w USA oraz niebywale stanowczym obrońcą obrazu Polski. Korbońska tłumaczyła zachowanie Karskiego wyłącznie chciwością, i uzależnieniem od korzyści materialnych i promowań, które zapewniali mu Żydzi jako najbardziej wpływowa grupa narodowościowa w USA. Pogonowski w czasie długiej, najdłuższej w moim życiu, bo prawie 2-godzinnej rozmowy telefonicznej, podał trzy zasadnicze powody skrajnej prożydowskiej stronniczości Karskiego. Po 1). Żydzi szantażowali go groźbą publicznego nagłośnienia prawdy o jego fałszu na temat rzekomego pobytu w obozie zagłady w Bełżcu. Po 2) Karskiemu zapewniono wysoką emeryturę z Izraela (płacę, to wymagam!). W przeciwieństwie do Polaków Żydzi potrafią doceniać rolę ważnych świadków historii. A takim świadkiem Karski niewątpliwie był. Po 3) Karski był prawdziwie kabotyński z natury. Żydzi obiecali mu zaś, że jeśli będzie konsekwentnie dokopywał Polakom w różnych debatach, to doprowadzą do mianowania go pokojowym laureatem Nobla, w co natychmiast miał uwierzyć., Swoją drogą zaś, czemu miał nie wierzyć, wiedząc, że np. Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla w miejsce znienawidzonego przez Michnika Zbigniewa Herberta, W roku Karski dostał zresztą nominację do pokojowej nagrody Nobla.
 
Dodatkowo związki Karskiego z Żydami umocniło jego małżeństwo ze znaną żydowską tancerką z synagogi Polą Nirensztejn (Pola Niżyńską). Było to małżeństwo \dość zdumiewające, zważywszy na ogólnie znany fakt, że Pola Niżyńska ogromnie nienawidziła Polaków. Przyznawano ten fakt nawet w „Gazecie Wyborczej”. Niżyńska stanowczo odrzucała jakąkolwiek myśl o zaproszeniu przedstawicieli tak znienawidzonego narodu do ich domu i mówiła- „idź ze swymi Polaczkami do restauracji!”. Odmawiała też rozmawiania w domu po polsku, „bo nie może wybaczyć Polakom antysemityzmu”.(Wg. Aleksandry Klich: Ksero z życia Jana Karskiego, „Gazeta Wyborcza” z 28 września 2010 ). Dlaczego Nizyńska zgodziła sie więc poślubić Polaka Karskiego? Jest to prawdziwa tajemnica. Dodajmy, że ich małżeństwo zakończyło się samobójstwem Poli, która wyskoczyła z balkonu. Sam Karski przyznawał : „Moja żona nie miała serca do Polaków., Nigdy nie poszła na mój odczyt dla Żydów. „Ty kłamiesz, robisz propagandę tym swoim Polakom”- mówiła. Miała dla mnie szacunek, ale uważała mnie za polskiego szowinistę. Polaków uważała za antysemitów. Czy to się nam podoba, czy nie Polacy, maja na całym świecie opinie antysemitów”.( Por opracowaną przez Michała Cichego opowieść J. Karskiego : „Widziałem, „
Gazeta Wyborcza” z 2-3 października 1999 r.)

Poniewieranie historii Polski w licznych wypowiedziach Jana Karskiego
 
Nieprzypadkowe wydaje się skrajne deformowanie historii Polski jako „nienormalnego „kraju wiecznych nieudaczników” w licznych wypowiedziach Jana Karskiego, tak chętnie nagłaśnianych w różnych organach postkomunistów. W ostatnim okresie swego życia Karski chętnie akcentował, że nie czuje się Polakiem, bo teraz jest Amerykaninem. (tak mówił miedzy innymi w wywiadzie dla SdRP-owskiej „Trybuny” z 3 lutego 1997 r.) Nowa amerykańskość Karskiego nie przeszkadzała mu w bardzo surowym wyrokowaniu na temat Polski i polskości, których się wyrzekł. Przemawiał wciąż z pozycji samozwańczego nieubłaganego sędziego, mającego dla Polski i Polaków wyroki jak najsurowszego potępienia. Prawdopodobnie robił to, aby tym bardziej uzasadnić swoje odstępstwo od tak „złego” narodu, rzekomo obciążonego samymi wadami, swego rodzaju „chorego członka” Europy. Wypowiedzi Karskiego sączyły wciąż skrajny masochizm historyczny w odniesieniu do polskich dziejów - ich fałsz i nicość obnażyłem już w pierwszym tomie mojej grubaśnej książki „Zagrożenia dla Polski i polskości’ (Warszawa 1998,ss. 163-169). 

Na przykład w wywiadzie dla postkomunistycznego „Wprost” Karski głosił z typową dlań arogancją: „W ciągu minionych trzystu lat przegraliśmy wszystkie wojny, wszystkie powstania,. wszystkie zrywy narodowe (...) Były jednak dwa wyjątki. Zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej. A potem? Paroletnia anarchia polityczna, następnie dyktatura. Drugi wyjątek to bezkrwawe zwycięstwo „Solidarności” w latach osiemdziesiątych. I co teraz? Polityczna anarchia oraz gospodarcza zapaść”.” (Por. „grzech pychy”. rozmowa z Karskim we „Wprost” z 20 grudnia 1992 r.) Trudno zrozumieć, dlaczego niedouczony Karski zaczął swe wyliczanie od trzystu lat, a więc od 1692 roku. Przypomnijmy nieukowi, że w 1699 roku w pokoju karłowickim Polska odzyskała Kamieniec Podolski. W 1711 roku zakończyła się wojna północna, która trudno nazwać naszą klęską- formalnie byliśmy stroną zwycięską w wojnie ze Szwecją, choć u boku faktycznego zwycięzcy -cara Piotra I. Wojny o tron polski między Stanisławem Leszczyńskim, a Augustem II, a później Augustem III, miały charakter wojen domowych, choć ostatecznie rozstrzygnęła w nich popierająca Sasów Rosja. Fatalne skutki przyniosła klęska pierwszego dużego polskiego zrywu narodowego- Konfederacji Barskiej, apotem kolejne klęski- upadek Sejmu Czteroletniego i upadek Powstania Kościuszkowskiego. Czy po 1795 roku można jednak tylko mówić o samych klęskach, jak prawił niedouczek Karski? Czy można nazwać klęską walkę Legionów gen. J. Dąbrowskiego po stronie Napoleona w sytuacji, gdy walka ta przyczyniła się do powrotu Polski w 1807 roku na mapę Europy w formie Księstwa Warszawskiego. Dwa lata później Księstwo Warszawskie wyszło zwycięsko ze swych pierwszych bojów w wojnie z Austrią, wydatnie poszerzając swoje terytorium. Jak pisał słynny historyk generał Marian Kukiel: „Wyszło Księstwo z wojny 1809 roku prawie podwojone”.(Por. M. Kukiel: „Dzieje Polski porozbiorowe”, Londyn : 1993,s.129). Później w XIX wieku spotkały nas rzeczywiście same przegrane w powstaniach, choć warto wspomnieć o wygranej gospodarczej Poznańskiego w bojach przeciw germanizacji.
 
Wiek XX to nie tylko zwycięstwo 1920 roku i sukces „Solidarności” - jak głosił Karski. To również triumf powstania wielkopolskiego z końca 1918 r. i pierwszych miesięcy 1919 roku w walce przeciw Niemcom i ostateczny sukces powstań śląskich. To również udział w rozpoczętej z powodu napaści na Polskę w 1939 roku światowej wojnie przeciw III Rzeszy, zakończonej zwycięstwem koalicji, w której uczestniczyliśmy. (inna sprawa, to kwestia porzucenia Polski i reszty Europy Środkowej przez mocarstwa zachodnie, które w ten sposób przegrały zwycięstwo 1945 roku). Czas powojenny, to również zwycięstwa buntów Narodu przeciw totalitarnej władzy w październiku 1956 roku, obalenie Gomułki w rezultacie buntu robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. i cofnięcie podwyżek cen po buntach klasy robotniczej w Radomiu i w Ursusie w czerwcu 1976 roku. Wszystko to przemilczał Jan Karski, bo nie pasowało do jego pesymistyczno-masochistycznej wizji dziejów Polski.
 
Wyszydzanie przez Karskiego polskich tradycji walk „Za wolność naszą i waszą”. 

Żałosno-groteskowe były również podejmowane przez Karskiego próby opluwania polskich tradycji walk „za wolność naszą i waszą”. Według Karskiego: „Kiedy Polacy zaczną się „opiekować”, albo walczyć o jakiś naród, to przysporzą więcej kłopotów niż pożytku .Może więc byłoby dobrze, aby ktoś powiedział: „Polacy nie walczcie o nas!” (Por. Grzech pychy. Z rozmowy z J. Karskim, „Wprost” z 20 grudnia 19o92 r.) Szkoda, że Karski konkretnie nie wyjaśnił, na czym polegały rzekome kłopoty przysparzane przez Polaków narodom, za które walczyli. Może by wyjaśnił na przykład przyczyny tak uroczystych obchodów Dnia Pulaskiego w Stanach Zjednoczonych, czy sławy fortyfikacji Kościuszki w West Point. Dotąd. najwyższym posągiem w West Point jest pomnik Kościuszki. Może by wyjaśnił, dlaczego na Węgrzech taką czcią otacza się polskiego generała Józefa Bema, uważanego za bohatera węgierskiej wojny niepodległościowej 1849 roku. Może by wyjaśnił wysławianie przez Francuzów pamięci księcia Józefa Poniatowskiego jako jednego z najdzielniejszych i najbardziej utalentowanych marszałków Francji napoleońskiej. W wydanym przez bibliotekę Larousse’a „Dictionnaire de la Revolution et de l’ Empire” (Paris 1965,s.252) można przeczytać o „magnifique courage” (wspaniałej odwadze) księcia .J. Poniatowskiego). 
Przypomnijmy, że w kanadyjskim mieście Prescott uczczono pomnikiem postać bohaterskiego polskiego majora Mikołaja Szulca, dowódcy kanadyjskiego powstania przeciw brytyjskiej tyranii w 1838 r. Powstanie, mimo przegranej, doprowadziło w skutkach do przyznania Kanadzie dużo większego samorządu. ({Por. szerzej: J. R. Nowak : „Co Polska dała światu”, Warszawa 2010, s. 48)., Karski zapomniał, że Belgowie z wdzięczności za rolę Powstania Listopadowego w zablokowaniu rosyjskiej interwencji przeciw Belgii w 1830 r. powołali jednego z naszych naczelnych dowódców powstańczych gen. Jana Skrzyneckiego na dowódcę dywizji w swej armii. Warto przypomnieć również niebywale dużą rolę polskiego generała Konstantego Borzęckiego w kształtowaniu tureckiej świadomości narodowej). Największy z Turków XX wieku, twórca nowoczesnego państwa tureckiego po I wojnie światowej Kemal Ataturk wyznał bez ogródek o Borzęckim: „Ten Polak godny jest pomnika ze szczerego złota, tak wielkie są jego zasługi w dziele tworzenia się nowożytnej Turcji”.(Cyt. za Kirą Gałczyńską - Kilańską, Kraków 1974,s.181. Czy trzeba przypominać jak wielką wyjątkową sympatią dotąd cieszą się Polacy w Gruzji przez pamięć o ich pomocy dla powstańców gruzińskich przeciw caratowi w XIX wieku? Czy o tym wszystkim nie wiedział zadufany w sobie nieuk J. Karski? Przypomnijmy również, że w 1797 r. Włosi wdzięczni za pomoc Polskich Legionów w ich walce przeciw okupującej Włochy armii austriackiej ułożyli na cześć polskich żołnierzy piękną „Canzonę”, w której znalazł się między innymi dwuwiersz: „Wolność włoska, co swe bycie Mężnemu winna Lechicie”.
W oryginale włoskim brzmiało to”

La libertate italica
Che tanto deve a Vopi
Bravi Pollachi”.
 
Jak widać o tym wszystkim nic nie wiedział nieuk Karski!

piątek, 21 kwietnia 2017

Odkłamać historię stosunków polsko-żydowskich (V)

Prezydent A. Duda mianował generałem oszusta i renegata J. Karskiego

       Pisałem już o licznych plusach prezydentury Andrzeja Dudy, bez porównania lepszego od takich nieudaczników w roli głów państwa jak  „Bolek” L. Wałęsa, o „mało co magister” A. Kwaśniewski, czy gburowaty bul B. Komorowski. Obiektywizm zmusza  jednak do przyznania, że podczas ponad półtora rocznej prezydentury A. Duda  popełnił zdecydowanie za wiele błędów. Najwięcej z nich wynika z nadmiernej  miękkości prezydenta.  Opiszę je szerzej na swym blogu w tekście: „Podwawelska „miękkość” prezydenta A.Dudy. Szczególnie dużym błędem prezydenta A. Dudy był jego nonsensowny apel w dniu 10 kwietnia 2016 r., abyśmy przebaczyli sobie wszyscy nawzajem. Wiadomo, jakie winy mają przeciwnicy rządów Dobrej Zmiany. Począwszy od ponad 8o morderstw popełnionych przez „Nieznanych Sprawców”, poprzez niszczącą terapię szokową Planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, złodziejską prywatyzację do  rozlicznych wielkich  afer. Niewiadomo zaś, co maja nam wybaczać politycy SLD, UD, UW, PO, Nowoczesnej etc. Brednia do kwadratu!. Dobrze, że od razu wtedy 10 kwietnia  świetnie skontrował Dudę prezes PIS Jarosław Kaczyński !
    
Najwięcej  poważnych błędów  popełnił prezydent A. Duda jednak w  sprawach stosunków polsko-żydowskich. O kilku z nich pisałem już w  poprzednich odcinkach tego blogu. Teraz wspomnę szerzej o innym ciężkim błędzie prezydenta Dudy jakim było  nonsensowne  wywyższenie przez prezydenta A. Dudę do stopnia generała  Jana Karskiego. Ten dzielny kurier  z czasów wojny w ostatnich kilkunastu latach swego życia konsekwentnie szkodził Polsce i Polakom, zachowywał się jak renegat i antyPolak, czego rozliczne przykłady przytaczam niżej w tekście Dodajmy, że był on również wybielaczem komunistycznych zbrodniarzy od Bieruta, Bermana i Cyrankiewicza po Jaruzelskiego, a zarazem entuzjastycznym propagatorem  prezydentury A. Kwaśniewskiego za co bardzo ostro skarcili go J. Nowak-Jeziorański, W. Bartoszewski, Z. Korbońska i inni działacze Podziemnego Państwa Polskiego. A przy tym wszystkim  pan Karski był wielkim  samochwałem, oszustem  i mistyfikatorem., czemu dał wyraz już w pierwszej swej książce.
   
Jak J. Karski nakłamał o swym rzekomym „heroicznym” zakradnięciu się do obozu zagłady dla Żydów w Bełżcu

W 1944 r. Jan Karski wydał w Bostonie w USA swoje  blisko 400-stronnicowe pamiętniki „Secret State” (Państwo Podziemne). Dla zyskania tym większej popularności książki  często mocno koloryzował w niej, a niekiedy cynicznie kłamał. Najskrajniejszym jego kłamstwem była  13 stronnicowa relacja  (ss./333-352) o swym rzekomym, heroicznym zakradnięciu się do obozu zagłady dla Żydów w Bełżcu. Było to ordynarne kłamstwo. Nawet w panegirycznej książce o Karskim Amerykanina E. Thomasa Wooda i Polaka  Stanisława M. JankowskiegoKarski” przyznaje się, że Karski nigdy nie był w obozie w Bełżcu. Autorzy stwierdzają to w dość delikatnej formie, pisząc (ss. 151-152): „Miasteczko, do którego przyjechał Jan, nie było Bełżcem i on sam o tym wiedział. (Podkr.-JRN). Gdy trzy miesiące później znalazł się w Londynie, opisał to miejsce jako „obóz rozdzielczy oddalony o jakieś pięćdziesiąt kilometrów od miasta Bełżec (...) W raporcie ogłoszonym w  sierpniu 1943 roku Jan umieścił ten obóz najpierw dwanaście mil, a potem dwanaście kilometrów od Bełżca. Gdy zaś w 1944 roku zaczął publicznie mówić o  swojej misji, miasteczko, w którym się znalazł, stało się samym Bełżcem. Najwyraźniej wraz z upływem czasu myliły mu się szczegóły”. ładne „pomyłki” pana samochwała! Miejscowość, do której przybył Karski w ciągu zaledwie roku zmieniła się w jego relacjach z miejscowości położonej o „jakieś pięćdziesiąt kilometrów od Bełżca” w miejscowość  znajdującą  się dwanaście kilometrów od Bełżca, a w końcu  w miasto obozu zagłady-Bełżec.  Co więcej Karski dorobił całą  bajeczkę o tym,  jak to z narażeniem życia przekradł się do tego obozu w przebraniu estońskiego strażnika, i o tym jak wiele  nerwów i obaw kosztowało  to takiego „herosa” jak on. Warto przypomnieć, że pełną samochwalstwa relację J. Karskiego o rzekomym  pobycie w obozie zagłady w Bełżcu zakwestionował m.in. w  faktograficznym  tekście red. Stanisław Michalkiewicz. (Por. Gdzie był i co widział Jan Karski? Komentarz  •  specjalnie dla www.michalkiewicz.pl  •  22 kwietnia 2014).

    Karski często fantazjował, nieraz robiąc to ze skrajnym cynizmem
   
Nawet z panegirycznej książki  E. T. Wooda i S. M. Jankowskiego wynika, że  Karskiego cechowała wręcz notoryczna skłonność do kłamstw, głównie dla upiększenia i zwielokrotnienia swej wojennej roli. Oto kilka przykładów. Przewodniczący Amerykańskiego Kongresu Żydów Morris Waldmann pisał: „i na podstawie wiarygodnych informacji doszedłem do wniosku, że wiele z jego (Karskiego-JRN)  stwierdzeń było nieprawdziwych i wątpliwych”. (Wg. E.T. Wood i S. M. Jankowski: op.cit.,s.263). Waldmann zarzucał Karskiemu, iż nakłamał, mówiąc mu, że wszedł do obozu zagłady w mundurze litewskim, a na spotkaniu dzień wcześniej mówił o mundurze estońskim. Zataił w ten sposób informacje na temat munduru ukraińskiego, w który  rzeczywiście był przebrany. (Por. tamże, s. 263). Waldmann przyłapał Karskiego również na innej nieścisłości - stwierdzeniu, że przybył do Stanów w lutym 1943 roku (w rzeczywistości przyjechał w czerwcu 1943 r.) Były jednak  również i dużo gorsze kłamstwa w  wypowiedziach i tekstach Karskiego. W raporcie z lata 1944 r. Karski pisał do rządu: „Wydawcy moi kładą nacisk, ażeby część żydowską książki szczególnie rozbudować. Chcą, ażebym pisał o walce w Getcie Warszawskim, pomimo, że konstrukcyjnie nie wiąże się to z całością (...) Być może,  że pójdę za ich sugestią” (Cyt. za E. T. Wood i  S. M. Jankowski: op. cit. s. 284). Jak piszą cytowani wyżej autorzy: „W ostatecznej wersji książki przywódcy Bundu i syjonistów informują Karskiego o planach powstania w getcie. Autor umieścił te informacje, kierując się zapewne sugestią wydawcy, chociaż dobrze wiedział, że informacja ta nie jest prawdziwa (podkr.-JRN), w 1942 r. jeszcze o tym nie rozmawiano”.. Karski, notoryczny fałszerz, znów nakłamał bez większych skrupułów! Zdumiewała łatwość, z jaką Karski godził się na tego typu „retusze” prawdy w książce, którą określano jako autentyczne świadectwo owych czasów, świadectwo, do którego później sięgali amerykańscy naukowcy, „niepomni na niedopowiedzenia i adaptacje”.  W książce E.T.Wooda i S. M. Jankowskiego (op.cit.,s. 283) czytamy : „wiele przedstawionych szczegółów  daleko odbiegało od prawdy (...) chwilami retuszował rzeczywistość,. aby osiągnąć  bardziej dramatyczny efekt”.   
 Zapytam tu: jakąż wartość historyczną mają tak zretuszowane i zafałszowane  pamiętniki Karskiego?
                  
J. Karski, wieczny oportunista
        
Rozmaite  przeróbki i „adaptacje” ( m.in. dodane na prośbę wydawcy fragmenty o rzekomym romansie z Danutą Sławik) nieźle sie opłaciły Karskiemu. Pełna dodatkowo wymyślonych sensacji książka bardzo dobrze sie sprzedawała, a  Karski  otrzymał za nią wysokie honorarium. Na dodatek urósł do roli wielkiego bohatera, zwłaszcza po opowieści o tak niebezpiecznym przedarciu się do obozu zagłady w Bełżcu. Nie wszystkim jednak podobał się sposób przedstawiania polskich spraw w książce i w wystąpieniach J. Karskiego w USA. Według książki E. T. Wooda i S. M. Jankowskiego (op.cit.,s.292) jednoznacznie i ostro wystąpił przeciw Karskiemu jeden z najwybitniejszych polskich patriotycznych Żydów, z tzw. nurtu asymilatorów, b. legionista i  i przedwojenny minister w rządzie polskim Henryk Rajchman. Zwracając się do tłumu Polaków w Detroit H. Rajchman nazwał Karskiego „kanalią, fałszywym dyplomatą opływającym w luksusy i działającym na szkodę Polski” Jak piszą biografowie Karskiego  E. T. Wood i S. M. Jankowski (op.cit.,s.292) :„Jan wyraził swe oburzenie, próbował się bronić (choć niezbyt uczciwie, gdyż pisał o skromnym życiu, które prowadzi, nie wspominając o swoich  wynagrodzeniach za książkę i odczyty) (podkr.-JRN) i domagał się sprostowań”. W odpowiedzi b. minister RP zarzucił Karskiemu upowszechnianie fałszywych informacji o sytuacji w  kraju i wybielanie sowieckiej polityki wobec Polski. Faktem było, że Karski był aż nadto skory do  przystosowywania się do ludzi, od których zależało jego promowanie. Tak jak skwapliwie przystosowywał się do wszystkich postulatów wydawcy, tak wcześniej pilnie przystosowywał sie do tego, czego oczekiwali jego angielscy przełożeni w radiu, zwłaszcza w tak drażliwej sprawie jak stosunki polsko-sowieckie. Według książki E. T. Wooda i S. M. Jankowskiego Karski opowiadał się za rozwiązaniem pojednawczym ( w stosunkach ze Stalinem -JRN). Uważał, że (...) należy ) (...) wziąć pod uwagę uzasadnione oczekiwania Związku Sowieckiego, że jego zachodni sąsiad będzie krajem stabilnym i nastawionym przyjaźnie. Polakom zatrudnionym w radiu „Świt” mówił, że jego poglądy podziela większość działaczy podziemia (choć zapewne  było inaczej).(Podkr.-JRN). Jak można   się domyślać angielskich przełożonych radia cieszyły te opinie”. A wieczny oportunista Karski cieszył się ich coraz większymi względami.
      
J. Karski a  Witold Pilecki
    
Wyjątkowo wielkie wyróżnienie Karskiego przez prezydenta A. Dudę, który mianował go pośmiertnie generałem   boli tym mocniej, że dużo  czystsza od niego postać, jaką był Witold Pilecki jest oficjalnie niższa rangą - jest tylko pułkownikiem. Przypomnijmy, że  Witold Pilecki został aresztowany w 1947 r. a później stracony w 1948 r.. Pilecki wciąż ryzykował swoje życie w walce o Polskę, podczas gdy Karski   „przepuszczał pieniądze rządu londyńskiego w domach publicznych Paryża” ( Wg .tekstu Andrzeja Horubały: Zapiski o bohaterze  („Do rzeczy” 22 kwietnia 2014 r.). Dodajmy do tego inną sprawę. W 2007 r., miałem  zaszczyt rozmawiania  w Nowym  Jorku z prawdziwie wspaniałą osobą- byłą działaczką Państwa Podziemnego Zofią Korbońską, wdową po słynnym Delegacie Rządu na Obczyźnie Stefanie Korbońskim. Miała jak najgorszą opinię o Karskim, szczególnie ostro piętnując jego pazerność i chciwość. Opowiadała, ze w 1946 r. brytyjska  policja celna zatrzymała na granicy Karskiego, który przemycał do W. Brytanii złoto i dolary.  Przed groźbą więzienia uratował go tylko  b. ambasador polski w Londynie Edward Raczyński. Nieprzypadkowo jako główny sposób zarobku w latach 60-tych i 7-0-tych Karski wybrał remonty nieruchomości i sprzedawanie ich potem pod dużo wyższej cenie. W polskich realiach uniwersyteckich „ten  sposób zarabiania pieniędzy uważany byłby za skandaliczny”.(Wg. E.T. Wood, S. M. Jankowski : op. cit.s, 308).

  Andrzej  Horubała przeciw zmistyfikowaniu swej roli przez J .Karskiego
       
Jednym z jakże nielicznych   tekstów o Karskim, pisanych bardzo obiektywnie, i bez panegiryzmu był szkic  znanego publicysty i reżysera telewizyjnego Andrzeja Horubały : Zapiski o bohaterze („Do rzeczy” ,22 kwietnia 2014 r. Red. Horubała pisał o Karskim m.in.: „Im dłużej czytam o Karskim, tym silniejszy budzi się we mnie opór. Im dłużej czytam o Karskim, tym mniej go lubię. Dlaczego? Może dlatego, że się po prostu z nim nie zgadzam? Że jego wypowiedzi, zachowania, kwestionują moje przekonania i polityczne opcje. Że jego postać burzy moje ustabilizowane spojrzenie na historię. Że był bohaterem – nie ulega najmniejszej wątpliwości. Ale jego późniejsze dzieje, dzieje jego legendy, mitologizacje, jakim podlegały on i jego misja, interpretacja tego, co się stało, przestają być tak krystalicznie przejrzyste, a postać jego zaczyna mienić się różnymi, czasami konfliktowymi odcieniami i gryzącymi się barwami. I postać Karskiego wymyka się, staje się niejednoznaczna i rozpada się na wiele wzajemnie sprzecznych opowieści. Czy nie za sprawą samego Karskiego? Czy to nie on sam był jednak trochę kameleonem? Zmieniającym swój wygląd w zależności od otoczenia, wpasowującym się w różne mityczne ujęcia, realizującym bardzo różne narracje. (...) Przecież przeczuwał, w co ładuje nas historia. I z rozmów w Stanach Zjednoczonych szykował dwa raporty – ściśle tajny dla premiera Mikołajczyka i drugi pełen przemilczeń – dla rządu. Zaczynał się czas dyplomacji i wielkiego kłamstwa. I przecież miał Karski swój udział w manipulacji Mikołajczyka i Sprzymierzonych, gdy zatrudniony w brytyjskiej radiostacji Świt, udającej krajowe podziemne radio, dbał o niepodejmowanie drażliwego tematu zagrożenia ze Wschodu. Cenzurował prawdę i miał swój udział, gdy milczał w sprawie zagrożenia okupowanego kraju komunistyczną agenturą. Gdy pomijał zbrodnie sowieckiej partyzantki. Był dyplomatą, był politykiem. (...). Jest dla mnie Karski postacią kontrowersyjną. To, co robiono z jego legendą, to, co ze swą legendą robił sam, irytuje mnie, drażni, budzi sprzeciw. (...) „.

Jak   „odstępca” J. Karski -wsparł  kampanię wyborczą  A. Kwaśniewskiego w prezydenckich wyborach 1995 r.  
   
Według panegirycznej książki E. T. Wooda i S. M. Jankowskiego (op.cit.,ss.310-312) J. Karski od połowy lat pięćdziesiątych pozostawał w bliskim kontakcie  z amerykańską agencja wywiadowczą CIA, a nawet „w pewien sposób wziął udział w antykomunistycznej nagonce, rozpętanej w latach pięćdziesiątych przez senatora Mc Carthyego” (tamże,s.307). We wrześniu 1955 r. wystąpił z ramienia amerykańskiego Departamentu Stanu jako orędownik „amerykańskiego stylu życia” z serią 140 wykładów w krajach Azji. Jedenaście lat później, w okresie od września 1966 roku  do lutego 1967 roku wystąpił z kolejną wielką serią wykładów wspierających amerykańską politykę w kilkunastu krajach Azji, Afryki i basenu Morza Śródziemnego przeciw komunistom. Na tym  tle tym bardziej  szokowała  zadziwiająca ewolucja Karskiego w połowie lat 90-tych. Wziął wtedy bardzo aktywny udział w kampanii propagandowej na rzecz  postkomunistycznego kandydata do prezydentury RP Aleksandra Kwaśniewskiego, a potem wziął udział w uroczystym zaprzysiężeniu go na prezydenta RP. Co więcej Karski gorąco pogratulował Kwaśniewskiemu jego zwycięstwa wyborczego,. zamieszczając w postkomunistycznej „Trybunie”   z 25-26 grudnia 1995 r.(nr 274) list do postkomunistycznego prezydenta-elekta pod nagłówkiem: „Naród powierzył Panu spełnienie  jego woli i nadziei”.  Znając chciwość Karskiego można przypuszczać, że tak mocno poparł Kwaśniewskiego wcale nie bezinteresownie; przypuszczalnie postkomunistyczny kandydat do prezydentury odpalił mu niezłą sumkę.
      
Nader aktywne wsparcie ,udzielone przez Karskiego postkomuniście Kwaśniewskiemu wywołało  bardzo ostry sprzeciw kilku  byłych czołowych żołnierzy Polski Podziemnej. 15 grudnia 1995 r. na  łamach „Rzeczpospolitej” ukazał się ich pełen goryczy i oburzenia na Karskiego list otwarty, podpisany przez J. Nowaka Jeziorańskiego, W. Bartoszewskiego, Z. Korbońską, A. Pomiana i T. Żenczykowskiego.  . Piętnując opublikowanie na łamach SdRP-owskiej „Trybuny” pochwalnego listu Karskiego do Kwaśniewskiego sygnatariusze listu zarzucili mu, że w swej wypowiedzi na łamach „Trybuny” „Jan Karski nie tylko „rozgrzeszył wasalne władze PRL od Bieruta po Jaruzelskiego ze zbrodni dokonanych na Polsce,  ale przypisał im inicjatywę i zasługę w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Z największą niechęcią i żalem podnosimy głos protestu przeciwko wystąpieniu naszego kolegi z lat Polski Walczącej. Wobec nieprawdy, jaka zawiera niemal każde słowo tej wypowiedzi, milczeć nam nie wolno. Tym bardziej, że „Trybuna” powołuje się we wstępie na wielki autorytet autora listu (...) Czy historykowi dziejów  ostatnich, jednemu z ostatnich żyjących świadków historii i straszliwej polskiej tragedii lat 1944-1945 oraz lat następnych trzeba przypominać powszechnie znane fakty ? Czy zapomniał, że Polska była okupowana przez Armię Czerwoną i NKWD, a Stalin dokonał wewnętrznego podboju kraju dzięki dobrowolnej i gorliwej pomocy tych Polaków, dla których włączenie Polski do ZSRR jako jeszcze jednej republiki radzieckiej stało się życiowym celem od chwili odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. NKWD juz po kilku miesiącach stał sie niepotrzebny. Zastąpili go polscy siepacze Bieruta, Radkiewicza i innych. Z ich rak śmierć poniosły dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy towarzyszy walki podziemnej Jana Karskiego.  Znane są dziś dokumenty i listy imienne ludzi wieszanych, rozstrzeliwanych, więzionych i torturowanych przez Polaków z partii Aleksandra Kwaśniewskiego. Według Karskiego Bierut nie miał innego wyboru, musiał wobec „sowieckiej potęgi” podpisywać wyroki  śmierci na żołnierzy AK i przywódców Podziemia. Gomułka musiał wydać rozkaz masakry stoczniowców w siedemdziesiątym roku. Zdaniem Karskiego wobec potęgi rosyjskiej nie mieli innego wyboru. Karski  rozgrzesza partie Kwaśniewskiego z „wojny z narodem” wypowiedzianej w 1981 r, ,śmierci górników w kopalni „Wujek”, zamordowania Pyjasa i Przemyka, męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki i innych zbrodni stanu wojennego.(...)”
    
Szczególnie ostro zabrzmiały słowa końcowego akapitu wspomnianego  listu otwartego do Karskiego: „Należymy podobnie jak Karski do odchodzącego pokolenia Polski walczącej (...) Z głębokim żalem stwierdzamy, że Jan Karski w swym oświadczeniu, jak również w liście do Aleksandra Kwaśniewskiego, dopuścił się aktu odstępstwa od tych ideałów, którym służył tak bohatersko ryzykując wielokrotnie swoje życie w latach wojny i okupacji”.(Podkr.-JRN). Karski ogromnie obraził sie na sygnatariuszy listu, i jak pisano  „do końca życia nie podał ręki Bartoszewskiemu i Nowakowi-Jeziorańskiemu”.
     
Jak Karski wysławiał komunistycznych zbrodniarzy, łącznie z J. Bermanem
     
Karski, bezlitosny w swych potępieniach dla polskich elit patriotycznych z przeszłości (o czym niżej) miał nadzwyczaj wiele zrozumienia dla rządców komunistycznych, łącznie z takim zbrodniarzem jak Jakub Berman.  Dość przypomnieć jakże głupawe wynurzenia Karskiego w telewizyjnej „Godzinie Szczerości” w lipcu 1996 r. Oto niektóre z nonsensów wówczas wypowiedzianych publicznie przez Karskiego: „Najlepszą partią jest Unia Wolności. Bierut, Berman, to porządni ludzie, cóż mogli oni zrobić wobec  Kremla? Cyrankiewicz, kiedy go znałem, to najszlachetniejszy człowiek. Komuniści- znałem wielu szlachetnych komunistów. Żydzi są lepszymi patriotami niż Polacy... Kościół,. e...Kościół. Prawica, to takie coś koło Kościoła. Prawica? Obrzydliwi ludzie. Życzę prawicy jak najgorzej (...) Kwaśniewski, świetny prezydent! Bezpartyjny!”.(Cyt. za „Myśl Polska z 21 lipca  1996  r. ) Karski powiedział tam również: „Żydzi zamieszkujący  nasz kraj to najszlachetniejsi Polacy, których trzeba otaczać szacunkiem oraz przepraszać za to, że musieli zmieniać nazwiska pod naporem polskich antysemitów”.( Cyt. za:: Andrzej Lgocki : Godzina prawdziwej szczerości, „Nasza Polska”). Czy nabożny, prawicowy  prezydent A, Duda naprawdę nie znał tych wypowiedzi Karskiego?  A gdzie byli jego doradcy.

J. Karski wysławiał Jaruzelskiego i C. Kiszczaka
      
Bardzo ostra krytyka Karskiego ze strony  działaczy Polskiego Państwa Podziemnego na czele z J. Nowakiem Jeziorańskim i W. Bartoszewskim w 1995 r. nie zmieniła postawy byłego kuriera Dalej brnął wytrwale w umizgach do środowisk postkomunistycznych. W 1997 r. w wywiadzie dla postkomunistycznych „Wiadomości Kulturalnych”, redagowanych przez starego agenta SB K.T.Toeplitza, Karski posunął się nawet do wychwalania zasług Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka jako „inicjatorów” Okrągłego Stołu. Stwierdził m.in. ; „Od rządu Jaruzelskiego i Kiszczaka.  wyszła twórcza, moim zdaniem, inicjatywa, może jest możliwa jakaś współpraca? I wyszedł tego kompromis, okrągły stół, wreszcie nowa rzeczywistość polska”. (Por. „Poprawki do obrazu Polski”, wywiad Adama Budzyńskiego z Janem Karskim, „Wiadomości Kulturalne” z 16 lutego 1997 r.)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Odkłamać historię stosunków polsko-żydowskich (IV)

Antykatolickie wyskoki S. Weissa

Wielce nabożny prezydent A. Duda (piszę to bez ironii) zapomniał, że Weiss zaatakował prymasa Polski Józefa Glempa w 2001 r., gdy prymas stwierdził, że i Żydzi mają za co przeprosić Polaków. W „Naszym Dzienniku” pisano (w tekście Macieja Walaszczyka „Dyplomata prowokator”) :

Kto domaga się przeprosin od strony żydowskiej za udział Żydów w zbrodniach aparatu komunistycznego na Polakach jest "antysemickim manipulatorem" - uznał ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss. Przypomnijmy, że po deklaracji Episkopatu Polski o przeprosinach Boga i ludzi za zbrodnię w Jedwabnem o taki gest ze strony żydowskiej w kierunku Polaków upomniał się ks. Prymas Józef Glemp. Ambasador Izraela w Polsce uważa, że Żydzi nie mają powodów, by przepraszać Polaków za swój udział w zbrodniach komunistycznych, a ten, kto tak twierdzi, kieruje się antysemicką manipulacją. (... ) Jeśli taka ważna osoba jak kardynał Glemp, na takim wysokim stanowisku, z takim wpływem dodaje ten motyw, że my też mamy prosić o wybaczenie, to jest używanie niby ostrożne, ale nieostrożne takich elementów - powiedział ambasador. Takie stawianie spraw nazwał "antysemicką manipulacją".
Komentując tę agresywną wypowiedź Weissa prymas Polski stwierdził w Radiu Plus : „Moglibyśmy wskazać na niektóre momenty, kiedy Żydzi tak nas obrazili, że warto, by nas przeprosić”.
 
Czy wielce nabożnemu prezydentowi A. Dudzie nie przeszkadzało to, że faryzejski polityk izraelski S. Weiss posuwał się w przeszłości do skrajnych oszczerczych uogólnień na temat Kościoła katolickiego w Polsce ? By przypomnieć choćby stwierdzenia S. Weissa w przeprowadzonym z nim wywiadzie Joanny Szwedowskiej „Ziemia i chmury” (Sejny 2002 r.). Powiedział wówczas m.in.: „ Może jest tak, że siła polskiego Kościoła miała przez wieki korzeni, a jednym z nich był antysemityzm? I może jest tak, że mimo, że nie ma już w Polsce Żydów, Kościół używa starych ogni antysemityzmu, aby wzmocnić swoją siłę?”.(Podkr.-JRN). Jak określić te antykościelne insynuacje pana Weissa o „starych ogniach antysemityzmu”? Jak prezydent Duda godzi się z takimi sformułowaniami eksponowanego przez niego fanatycznego antykatolickiego Izraelczyka?
 
Jak bardzo S. Weiss jest pełen hipokryzji najlepiej świadczy jego zachowanie w sprawie napływu muzułmańskich imigrantów do Europy. Zarówno w felietonach ,jak i w przemówieniu w Gdańsku 30 stycznia 2016 r. Weiss stanowczo opowiedział się za przyjmowaniem przez Polskę uchodźców z Bliskiego Wschodu. Tymczasem jego własny kraj - Izrael karze od 5 do 15 latami więzienia za pomoc nielegalnym imigrantom.
(O skandalicznej decyzji prezydenta A.Dudy w sprawie odznaczenia Orderem Orła Białego żydowskiego krętacza i antypolskiego roszczeniowca napiszę w odrębnym artykule dla wrocławskiej „Opcji na Prawo”.)
W tekście tym przytoczyłem rozliczne kłamstwa S. Weissa, prostowane przez różnych polskich autorów, w tym m.in. G. Brauna, T. Płużańskiego, A. Zambrowskiego, S. Michalkiewicza i mnie. Jak to wszystko ma się do cytowanej na wstępie wcześniejszego mego tekstu brechty prezydenta A. Dudy, głoszącej do Weissa: „Pan zawsze mówi prawdę”. Ciekawe, czy prezydent Duda wypowiedział tę brechtę z powodu swej totalnej ignorancji w sprawach polsko-żydowskich, czy tylko kongenialnie udawał tę ignorancję?
Podsumujmy uwagi na temat tak wyróżnionego przez prezydenta Dudę izraelskiego polityka S. Weissa. Polityk ten nikczemnie zniesławił wielkiego polskiego polityka Romana Dmowskiego, nazywając go „mordercą”, oczerniał Kościół katolicki w Polsce, personalnie atakował Prymasa Polski Józefa Glempa. Równocześnie skrajnie wychwalał Menachema Begina, mającego na swym koncie prawdziwe zbrodnie, maksymalnie pomniejszał zbrodnie żydowskich ubeków i NKWD-istów, pomniejszał i wybielał zbrodnie popełnione przez żydowską policję i Judenraty wobec własnych rodaków żydowskich. Co więcej, uparcie, wręcz zajadle podtrzymuje żydowskie wielkie a bezprawne roszczenia wobec Polski. Czy taki człowiek zasługuje na przyznanie mu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego?. Odpowiedź w tej sprawie wydaje się aż nadto jednoznaczna, a wina za ten skandal całkowicie obciąża prezydenta A. Dudę i jego doradców. Czy prezydent RP może być takim totalnym ignorantem w ważnej części historii Polski - sprawach historii stosunków polsko-żydowskich ?
Inne skrajne prożydowskie ‘wyczyny” prezydenta A. Dudy
 
Tak niefrasobliwie honorujący faryzeusza i wyłudzacza prezydent A. Duda ma na swym koncie całe mnóstwo innych rzeczy świadczących o niedopuszczalnym stronniczym prożydowskim przechyle w jego działaniach. O jednym z najskrajniejszych „wyczynów” prezydenta Dudy - uhonorowaniu tytułem generała renegata Jana Karskiego napiszę w najbliższym osobnym tekście na blogu. Prezydent A. Duda splamił się też całkowicie niezgodnym z prawdą historyczną przesłaniem do kielczan w 70-rocznicę zbrodni z lipca 1946 r, którą przedstawił w starym PRL-owskim stylu jako pogrom, zamiast przedstawić udokumentowaną już prawdę o prowokacji NKWD i UB. To wystąpienie prezydenta Dudy wywołało wiele oburzenia. Grzegorz Braun stwierdził w cytowanym już wywiadzie dla R. Pazio w „Najwyższym Czasie” z 23 stycznia 2017 r.: „Prezydent Andrzej Duda w pełni podtrzymuje i reprodukuje żydowską narrację historyczną, co potwierdza kolejnymi swymi wystąpieniami w tych sprawach. Do księgi hańby zapisują się tylekroć już powtarzane przezeń kłamstwa, np. na temat pogromu kieleckiego. (Pan prezydent przyjmuje za dobrą monetę i powtarza tezy stalinowskiej i michnikowskiej propagandy w tych sprawach)”. (Podkr.-JRN). Z oburzeniem zaprotestowała przeciw kłamliwym i anachronicznym wynurzeniom prezydenta A. Dudy w sprawach zbrodni kieleckiej 1946 r. słynna kielecka patriotka Małgorzata Sołtysiak, b. przewodnicząca kieleckiego KIK--u i wiceprezeska Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego. Z opóźnieniem ośmiu miesięcy została ukarana za ten protest - w marcu 2017 r. wyrzucono ją z funkcji wiceprezeski Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego podczas zebrania tego Ruchu, na które ją nawet nie zaproszono. Skandal! (Por. wystąpienie M. Sołtysiak na portalu Wirtualnej Polski z 14 kwietnia 2017 r.)
Przypomnijmy, że na lipcowych obchodach 70 -rocznicy zbrodni kieleckiej z 1946 r. Na odczytano „Wiersz o zabiciu doktora Kahane" autorstwa Juliana Korhausera (ojca Pierwszej Damy Agaty Dudy), który Sołtysiak uznała za „obraźliwy i obrzydliwy" Trudno sie nie zgodzić z taką oceną tego oszczerczego wobec kielczan wiersza. Kornahauser pisał w nim m.in.:
A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,
żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!
Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych
i że tako marnie zeszli od nierównia swojego! (...)
( Por. J. KornhauserKamyk i cień, Poznań 1996,s.28 ).
Zapytajmy najpierw - jakimż to panem był rabin Kahane dla mieszkańców Kielc? Być może jako rabin był panem dla Kornhausera, ale dla nikogo więcej. A poza tym to Kornhauser świadomie nakłamał, że rabina Kahane zabili mieszkańcy Kielc kamieniami, sztachetami. Zastrzelił go oficer WP, a zabójstwo to było jednym z elementów bezpieczniackiej prowokacji w Kielcach. O tym, że rabin Kahane został zabity przez oficera WP jest powszechnie znane z akt na temat zbrodni kieleckiej w 1946 r. Pan Kornhauser, nawet po latach powinien przeprosić kielczan za swe oszczerstwo i prawdziwym skandalem było odczytywanie jego kłamliwego wiersza w 2016 r. na uroczystości z okazji 70-tej rocznicy zbrodni kieleckiej.
G. Braun: Grozi nam zaspokojenie ogromnych roszczeń żydowskich
   
W wywiadzie udzielonym Rafałowi Pazio w „Najwyższym Czasie” (nr z 23 stycznia 2017 r.) Grzegorz Braun pisał m.in.: „Mam nadzieję, że nikt nie będzie tak naiwny, by sądzić, że prezydent Duda pojechał do Izraela po to właśnie, żeby odznaczyć Szewacha Weissa, z którym spotkał się parę dni wcześniej w Warszawie (...) Nie sądzę, aby ktokolwiek zdradził nam, o czym rzeczywiście rozmawiał prezydent podczas kolacji w cztery oczy z premierem Natanjahu i jakie były istotne przyczyny tej pielgrzymki. Odnotujmy, że w dniu kiedy prezydencki samolot wylądował, został przywitany przez izraelską prasę jednoznacznie sformułowanymi oczekiwaniami, że żydowskie roszczenia wobec Polski zostaną wreszcie zaspokojone (...) Zwracam uwagę na artykuł Grzegorza Taylora, który przewodniczy konsorcjom żydowskich organizacji, diaspory i państwa Izrael do spraw tzw. restytucji mienia ofiar Holocaustu. Głównym celem i zadaniem tej organizacji jest doprowadzenie do skutecznej egzekucji urojonych długów, które nie mają najmniejszej podstawy prawnej, historycznej. logicznej czy tym bardziej moralnej. To jest próba rozbójniczego wymuszenia i wygląda na to, że prezydent Duda z jakichś przyczyn czuje się związany ulegać tym materialnym roszczeniom”. (Podkr-JRN).

Skrajna proizraelskość prezydenta A.Dudy na forum międzynarodowym
 
Zdumiewa niebywała proizraelskość prezydenta A. Dudy w polityce zagranicznej. akurat wtedy, gdy agresywność Izraela została potępiona nawet na forum Rady Bezpieczeństwa. Jak stwierdził Grzegorz Braun w cytowanym wyżej wywiadzie : „Jeden z ministrów (kancelarii A. Dudy-JRN) przed wyjazdem deklaruje wprost, że Prezydent udał sie do Jerozolimy. Taki niuans, że do Jerozolimy, a nie Tel Avivu, ale przecież to jest de facto uznanie żydowskiej suwerenności w Jerozolimie. A dzieje się to w bardzo zmieniającym się kontekście polityki międzynarodowej (...) Mieliśmy w ostatnich tygodniach sprzeczną z oczekiwaniami Tel Avivu deklarację Rady Bezpieczeństwa ONZ, a w ostatnich dniach odbyła się konferencja paryska w sprawie pokoju na Bliskim Wschodzie. Oba te akty prawne Izrael kontestuje, a Rzeczpospolita Polska skandalicznymi enuncjacjami prezydenta Dudy i jego ministrów jednoznacznie staje ramię w ramię z Izraelem. Otóż należy zadać pytanie: za jaką cenę? Co Polska na tym zyskuje, a co traci? Czy przypadkiem konsekwencją takich zachowań nie będzie akcja odwetowa, która zostanie nam przedstawiona jako akcja ekstremistów islamskich. Czy jednoznaczne uczynienie z Polski rzecznika interesu żydowskiego na Bliskim Wschodzie nie wystawi nas na jakieś ciosy, zamachy terrorystyczne, które w sposób idealny mogą inicjować i legitymizować taki właśnie kryzys kontrolowany, którego wyczekują liderzy obozu zdrady narodowej?”.( Podkr.- JRN)
Z tych tak przekonywujących wywodów G. Brauna wyraźnie wynika, że prezydent A. Duda swą skrajnie proizraelską postawą moze doprowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa Polski. Jak z tego widać pan prezydent Andrzej Duda, ufny w swą popularność. zaczyna prowadzić jakąś „dziwną” własną politykę zagraniczna, sprzeczną z elementarnymi interesami Polski. Co na to prezes PiS Jarosław Kaczyński ? Dodajmy, że prezydent A.Duda staje tak mocno po stronie Izraela po stronie Izraela w czasie, gdy kraj ten kontynuuje nadal bestialską rozprawę z Palestyńczykami. Dość przypomnieć choćby informacje zamieszczone w jednym z najnowszych artykułów „Gazety Wyborczej” ( z 18 kwietnia 2017 r.) w tekście pt. „Głodówka palestyńskich więźniów”. Pisze sie tam m.in., że „Amnesty International (AL) w ostatnim raporcie oceniła, że Palestyńczycy sa przetrzymywani w sposób okrutny” (...)”.
Przy okazji przypomnę, że znany publicysta Aleksander Ścios od dłuższego czasu ostrzega przed różnymi niefrasobliwymi i wręcz lekkomyślnymi posunięciami prezydenta A. Dudy w sprawie bezpieczeństwa narodowego. 
https://bezdekretu.blogspot.com/2017/03/gra-na-wybudzonego-prezydenta.htm).21 mar 2017, Aleksander Ścios - Bez Dekretu: LIDER (NIE)BEZPIECZEŃSTWA
https://bezdekretu.blogspot.com/2016/06/lider-niebezpieczenstwa.html 20 cze 2016) .
 
Niektórzy sugerowali, że Ścios jest bliskim współpracownikiem ministra Antoniego Macierewicza i w jego tekstach krytycznych wobec Dudy odzwierciadlają się pewne różnice w poglądach obu tak wpływowych polskich polityków. Nie zmienia to faktu, że należałoby się starannie przyjrzeć pouczającej argumentacji red. Ściosa.
Na tle skrajnych prożydowskich wynurzeń prezydenta A. Dudy coraz bardziej narastają we mnie obawy o to, żeby prezydent, tak bezkrytycznie idealizujący Żydów i ich takich przedstawicieli jak A. Foxman w Nowym Jorku czy S. Weiss w Izraelu nie stał się, o zgrozo, pierwszym prezydentem polskim, który poprze bezpodstawne i bezprawne roszczenia żydowskie wobec Polski na nie bagatelną sumę 65 miliardów dolarów. (Vide ostrzeżenia S. Michalkiewicza). I zrobi to prezydent wybrany przez patriotyczną większość Polaków, czyniąc to, czego nie zrobili nawet tacy zdrajcy interesów Polski jak A .Kwaśniewski czy B. Komorowski. Trzeba tym mocniej bić na alarm. Mam nadzieję, że publiczne ujawnienie tak wielu przykładów bezkrytycznego zadurzenia się prezydenta A. Dudy w racjach żydowskich powstrzyma go na przyszłość przed publicznym lansowaniem takiej postawy kosztem, polskich interesów narodowych. A swoją drogą jakże przydałaby się publiczna deklaracja posłów PiS-u, że nie zamierzają iść na ustępstwa wobec bezpodstawnych materialnych roszczeń żydowskich. Zachęcam posłów „Kukiz 15”,kilku posłów niezależnych, lub jedynego posła Prawicy Rzeczpospolitej do wystąpienia z interpelacją w tej sprawie.
Prezydent A. Duda jest niewątpliwie bez porównania lepszym prezydentem RP od przynajmniej czterech prezydentów poprzednich. Od targowiczanina W. Jaruzelskiego i od nieuka „Bolka” L. Wałęsy, który jako prezydent wciąż cofał się w rozwoju. Od chorego na „chorobę filipińską” „o mało co magistra” A. Kwaśniewskiego. Od bucowatego grubianina bul B. Komorowskiego. Jest od nich dużo lepiej wykształconym, i autentycznym patriotą. Przeprowadził świetną, niezwykle dynamiczną wygraną kampanię prezydencką stojąc zdawałoby się na straconej pozycji. Jest znakomitym oratorem, na ogół zawsze mówiącym bez kartki. Wielokrotnie występował z pięknymi patriotycznymi przemówieniami, m.in. na na pogrzebie „Inki”, czy na prapremierze filmu o „żołnierzach wyklętych” - „Historia Roja” Jerzego Zalewskiego. Umie nawiązywać świetny kontakt bezpośredni z ludźmi przybyłymi na spotkania. Dużo bardziej niż inni prezydenci troszczy się o Polaków za granicą. W polityce zagranicznej zdobył się na nowe otwarcia, choćby podczas podróży do Chin. Wiele robi dla wzmocnienia polityki historycznej.
Niestety na dłuższą metę A. Duda nie będzie dobrym prezydentem, jeśli nadal będzie zachowywać się tak jak w ostatnich latach w tak ważnej sprawie jak stosunki polsko-żydowskie. Bo jest to zachowanie w sposób oczywisty sprzeczne z interesami i oczekiwaniami Narodu, który reprezentuje. Prezydent Duda musi dobrze przemyśleć tę sprawę, bo niektórzy z tych osób, które głosowały na niego, powoli zaczynają już tracić cierpliwość - dość rozejrzeć się po ostrych wpisach na licznych portalach w internecie! Niech się wreszcie uwolni od swych skrajnych prożydowskich serwilizmów, które są coraz trudniejsze do przełknięcia przez dla jego patriotycznych wyborców z maja 2015 r. Zastrzegam się, nasza cierpliwość już się kończy. Jeśli dojdzie do jeszcze jednego służalczego wobec Żydów wystąpienia A. Dudy, to pierwszy wystąpię z apelem do prawicy o wysunięcie nowego, bardziej kompetentnego i twardego kandydata na przyszłego prezydenta RP. A znalazłoby się przynajmniej kilku lepszych kandydatów od A. Dudy, choćby prof. Zdzisław Krasnodębski, Janusz Wojciechowski, prof. Andrzej Nowak czy kobieta- Małgorzata Wasserman. Ludzie twardzi, a nie mięczaki jak A. Duda.

środa, 19 kwietnia 2017

Odkłamać historię stosunków polsko-żydowskich (III)

Ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego liczni Polacy, w tym sam prezydent Andrzej Duda nabierają się na wizję Szewacha Weissa jako naszego rzekomego wielkiego przyjaciela. Może tu być tylko jedno wytłumaczenie, poza zamieszaniem, jakie sprawiają w tej sprawie konsekwentne, a głupie wychwalania Weissa przez niejakiego Roberta Mazurka. Skądinąd osoby, którą podejrzewam jako „wtykę” na prawicy ze wzgldu na jego „dziwne” ataki na takie osoby jak o.Tadeusz Rydzyk, Matthew Tyrmand, czy Viktor Orban. Kiedyś Mazurek pozwolił sobie na bęcwalski atak na wspaniałą węgierską ustawę medialną, przyrównując ją do szamba. Swym atakiem Mazurek znalazł sie w jednym szeregu z Adamem Michnikiem, który wściekle atakował tę godną pozazdroszczenia ustawę, kładącą zdecydowany kres medialnym oszczerstwom.
 
Wydaje się, że głównym wytłumaczeniem tego tak naiwnego hołubienia Weissa jest gruntowna niewiedza o całości jego poczynań, godzących w Polskę, poczynań, które postaram się gruntownie przedstawić. Na tle tej niewiedzy wychwytuje się z obrazu postaci Weissa tylko te wątki, które świadczą o jego zbliżeniu do Polski. A więc to, że Weiss konsekwentnie akcentuje, że to Niemcy, a nie Polacy są odpowiedzialni za wojenną zagładę Żydów i krytykuje oszczerczy zwrot o „polskich obozach koncentracyjnych”. To oczywiście jest sporo w sytuacji, gdy spotkaliśmy się z tak licznymi oskarżeniami ze strony części Żydów zarzucających nam, że jesteśmy odpowiedzialni za holocaust (Vide: A. Dershowitz, L. Uris, D. Bromberg, H Stern etc,etc.) Niestety przy wielu przemiłych dla nas słówkach Weissa pozostaje w jego tekstach aż nazbyt wiele ordynarnych kłamstw, które starannie sączy w swych wypowiedziach: wybielanie policji żydowskiej i żydowskich ubeków, przemilczanie zbrodni na Polakach (choćby zbrodni na Kresach 1939-1941, i później Koniuchów i Naliboków, zbrodni Morela w Świętochłowicach), przemilczanie zbrodni Izraela, ordynarną antyarabskość, ataki na Kościół katolicki w Polsce, wychwalanie mordercy M. Begina i polakożercy J. T. Grossa, roszczenia co do żydowskiego mienia i in.

Tadeusz J. Płużański o podwójnych standardach S. Weissa
 
Maksymalnie pomniejszając zbrodnie komunistów żydowskich i kłamiąc na ten temat, Weiss odznaczał się zawsze hipokryzją i podwójnymi standardami. Jak pisał w tej sprawie znany badacz stalinowskich zbrodni Tadeusz J. Płużański w tekście „Podwójne standardy profesora Weissa” („Najwyższy Czas” 19 grudnia 2009 r.): „Były ambasador Izraela w Polsce chroni swoich żydowskich braci, którzy nie mieli czystych rąk”. Jako przykład takiego zachowania Weissa Płużański przytoczył wychwalanie przezeń jako bohatera niejakiego Icchaka Arada, komunistycznego partyzanta, później izraelskiego generała, a w końcu przewodniczącego zarządu słynnego Instytutu Yad Vashem. Piętnując te pochwały ze strony Weissa, Płużański wyliczył przemilczane przez niego bardzo ciemne sprawki z życia Arada. Otóż ten „bohater” w czasie wojny „napadał na wioski, rabował, a nawet mordował. Takie czyny zarzuciła mu kilka lat temu litewska prokuratura, oskarżając o udział w zbrodniach wojennych i ludobójstwie. Owa „bohaterska” działalność Arada była wymierzona w polską, litewska i białoruską ludność cywilną oraz działaczy podziemia niepodległościowego. Np. w sierpniu 1943 roku jeden z oddziałów,, w których służył nasz bohater, zamordował 50 „najgroźniejszych polskich faszystów” z oddziału AK porucznika Stanisława Burzyńskiego „Kmicica”, (w tym samego „Kmicica” (...) w czasie wojny (Arad- JRN) był etatowym funkcjonariuszem NKWD (...) Dodajmy tylko, że w ramach sowieckich służb Arad nie tylko napadał, kradł i mordował, ale tych, których nie udało sie zastraszyć,. obrabować i wyeliminować, wysyłał na „Białe niedźwiedzie”.

W stosowaniu tych podwójnych standardów kosztem Polski Weiss okazuje czarną niewdzięczność wobec Polaków, którzy uratowali mu życie w czasie wojny. (Por. tekst S. Weissa: „Przeżyłem, bo Polacy ukrywali mnie w stajni i kapliczce”, „Fakt” z 4 czerwca 2012 r.). Czy wybielanie przez Weissa żydowskich ubeków i NKWD-zistów typu Arada przy równoczesnym nierzadkim dokopywaniu Polakom (m.in. przez wychwalanie rzekomych prawd J.T. Grossa) nie świadczy, że w przypadku Weissa mamy do czynienia ze świetnie maskującym się „żydowskim szowinistą” - jak go trafnie określił Marian Miszalski .(Por. M. Miszalski : Wyścig z czasem ,„Najwyższy Czas”, 4 sierpnia 2007 r.)

I w taki to sposób prezydent Duda odznaczył wychwalacza nikczemnego mordercy polskich patriotów. Panie Prezydencie, czy Panu nie wstyd? A gdzie byli pańscy doradcy? Czy prezydent A. Duda nic nie wiedział o wszystkich tych kłamstwach A. Weissa. „Przypuszczam, że wątpię”- jak pisał nieodżałowany publicysta Stefan Kisielewski. Sprawa tak niegodnego uhonorowania Weissa ogromnie obciąża sumienie prezydenta A. Dudy i jego doradców!

Wybielacz żydowskich ubeków i morderców Polaków typu Arada S. Weiss był równocześnie autorem niepoczytalnego wręcz ataku na jednego z największych Polaków XX wieku, tytana polskiej myśli politycznej Romana Dmowskiego. Oto, co m, in. napisał na jego temat we „Wprost”: „Dmowski jest może waszym bohaterem, ale nie moim. Każdy antysemita jest nieludzki. Nie chcę krytykować polskiego prezydenta, ale czuję sprzeciw, gdy widzę, jak Bronisław Komorowski składa kwiaty pod pomnikiem Dmowskiego. Ja bym nie zaniósł kwiatów człowiekowi, który mordował z powodów etnicznych czy religijnych. Słowami i przemowami też można mordować”. Przypomnijmy tu, że później prezydent A. Duda 11 listopada 2015 r. złożył kwiaty przed pomnikiem R. Dmowskiego, a przemawiając nazwał go „jednym z najważniejszych ojców polskiej niepodległości”. Pytanie, czy prezydent Duda, odznaczając Weissa, wiedział. o tym jak ten izraelski krętacz znieważył postać wielkiego Polaka - R. Dmowskiego. A jeśli wiedział o tym, to dlaczego tak łatwo pogodził się z nikczemnym i bęcwalskim atakiem Weissa na jednego z „najważniejszych ojców polskiej niepodległości”. Czegoś tu nie rozumiem! 

Na portalu „Bibuły” z 27 listopada 2015 r. możemy przeczytać ciekawy tekst Dawida Bereźnickiego „Podwójna moralność Szewacha Weissa”. Autor przypomina, że ten sam Weiss , który wyzwał R. Dmowskiego od morderców, niesamowicie wychwalał b. premiera Izraela Menachema Begina. Przypomnijmy więc, że właśnie Begin był w swoim czasie autentycznym terrorystą i mordercą. To Begin stał na czele żydowskiej terrorystycznej organizacji Irgun, która w ramach swych ataków na Brytyjczyków wysadziła 22 lipca 1946 r. hotel „King David” w Jerozolimie, zabijając 91 osób. (Por. szerzej: : Bomba premiera Begina, „Gazeta Wyborcza”. Ale Historia z 24 listopada 2014 r.) Begin był też bezwzględnym okrutnym mordercą. To głównie bojówki kierowanego przez niego Irgunu dokonały makabrycznej rzezi ludności arabskiej w miejscowości Deir el Jassin. Zginęło wówczas 107 osób, w tym liczne kobiety i dzieci. Według Wikipedii „Oficjalnie władze żydowskie odcięły się od rzezi w Deir Jasin. Ben Gurion (premier Izraela- JRN) publicznie obarczył Menachema Begina odpowiedzialnością za masakrę. Nazwał go „Menachemem Hitlerem”. Oto jak wygląda postać ulubionego bohatera naszego „łagodnego” Izraelczyka Szewacha Weissa, którego tak uhonorował prezydent A., Duda. No, cóż. „Wyczyny” prezydenta A.Dudy w zakresie historii stosunków polsko-żydowskich zakrawają na skrajną kompromitację.

Wybielanie zbrodni żydowskiej policji przez S. Weissa
 
Skrajną nieuczciwość S. Weissa dobrze ilustruje wybielanie przezeń zbrodni żydowskiej policji przy równoczesnym skrajnie oskarżycielskim tonie wobec Polaków za Jedwabne , etc. Przypomnę tu, co pisałem na temat obłudy i fałszów S. Weissa w tych sprawach w książce „Żydzi przeciw Żydom” (Warszawa 2012, t.II,ss.70-71):„Gros wysiłków specjalistów od jednostronnego przedstawiania stosunków polsko-żydowskich doby wojny na niekorzyść Polaków skupia się na skutecznym blokowaniu badań nad rolą policji żydowskiej, Judenratów, czy żydowskich kapo. Dużo rzadziej dochodzi do prób otwartego usprawiedliwiania roli policji żydowskiej, prób, które świeżo po wojnie, a nawet jeszcze parę dziesięcioleci temu byłyby nie do pomyślenia. A teraz mamy i takie „kwiatki”, czy raczej chwasty. Szczególnie kompromitujące pod tym względem były stwierdzenia b. ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa. W książce „Czas ambasadora „ (Kraków 2003, s.109 ) Weiss stwierdził : „Kolaboracja żydowska to coś całkiem innego niż mord na Żydach w Jedwabnem. To jest innego typu odpowiedzialność. Polacy w Jedwabnem, którzy zabijali Żydów nie ratowali swego życia na następnych pięć godzin. Współpraca Żydów z Niemcami była okropna, ale to, co Żydom zrobili niektórzy Polacy z Jedwabnego, Radziłowa, Tykocina we współpracy z Niemcami było milion razy gorsze”. (Podkr.-JRN).
 
Trudno uznać powyższe porównanie dokonane przez Szewacha Weissa za coś więcej niż prymitywną groteskę. Czy „ratowanie życia na następnych parę godzin” mogło usprawiedliwiać bicie i maltretowanie przez żydowskich policjantów swych żydowskich rodaków przez parę lat, a zarazem ich okrutne odprowadzanie na drogę do Zagłady. Niektórzy policjanci i kapo mieli na swym sumieniu śmierć setek Żydów, jak to pokazuję później w książce. Czy to „ratowanie życia” usprawiedliwiało powszechnie cechującą policjantów żydowskich żądzę rabunku, której dawali wyraz przy każdej okazji ? Czy usprawiedliwiało rozliczne przykłady gwałcenia przez żydowskich policjantów ubezwłasnowolnionych żydowskich kobiet”.
 
Weiss pisze o zorganizowanym przez Niemców mordzie w Jedwabnem około 250-300 Żydów, a milczy jak grób choćby o tym, że policjanci żydowscy wymordowali ponad 400 Żydów w Oszmianie. Rzeź tę opisali wybitni żydowscy naukowcy: prof. Saul Friedlander, Leonard Tushnet i Reuben Ainsztein. (Por. moją książkę „Żydzi przeciw Żydom”, op. cit. ,t.II, ss. 143-144). „Zapominalskiemu” o zbrodniach swołoczy z policji żydowskiej kłamcy Weissowi przypomnę kilka wypowiedzi autorów żydowskich relacji z mojej książki: Chaim Kaplan pisał: „To żydowska policja była najokrutniejsza wobec skazanych”. Bernard Goldstein pisał: „Policja żydowska rzucała się na nas jak banda dzikich zwierząt”. Emanuel Ringelblum pisał; „Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców i Łotyszów”. Ogromna gorliwość policjantów żydowskich w wyłapywaniu Żydów (to oni wywieźli z gett do Zagłady ich ogromną część (około 2 miliony 800 tysięcy Żydów) wcale nie wynikała głównie ze strachu przed Niemcami. Wynikała z okazji do rabunku całego dorobku życia wywożonych Żydów. To wtedy w 1942 r. w warszawskim getcie powstało na określenie niebywale skrupulatnego rabunku dokonywanego przez policję żydowską słowo „szabrower” (szabrować). A nie jest to słowo o słowiańskim rodowodzie!.
 
Warto dodać, że Weiss wielokrotnie wychwalał antypolskiego hochsztaplera Jana Tomasza Grossa. We „Wprost” z 13 kwietnia 2008 r. stwierdzał o Grossie, że jest to „wybitny amerykański historyk i politolog”. Po wydaniu antypolskiego paszkwilu Grossa „Złote żniwa” Weiss powiedział w rozmowie z PAP 22 stycznia 2011 r.: Weiss powiedział: „Jan Tomasz Gross, to poważny historyk, z którym Polacy powinni umieć odważnie dyskutować. - To, co pisze Gross, to nie są bzdury. Dyskusja z nim powinna być na wysokim poziomie, na polskim poziomie”. - Przypomnijmy, żę Gross - wbrew Weissowi nie jest żadnym historykiem, lecz socjologiem,. znanym z ogromnej ilości fałszów i oszczerstw.
 
Manipulacje danymi o żydowskich cierpieniach
 
Skrajnie manipulujący liczbami Weiss bez skrupułów powiększa je wtedy, gdy chodzi om nagłośnienie żydowskich cierpień. Np. w książce -wywiadzie „Ziemia i chmury” (Sejny 2002,s.99) pisze, że Polska „straciła cztery i pół tysiąca oficerów w Katyniu, wśród których było około tysiąca Żydów”. W rzeczywistości zginęło ponad dwa razy mniej Żydów. Według źródłowego opracowania książkowego Beniamina MeirtchakaŻydzi – żołnierze wojsk polskich polegli na frontach II wojny światowej” w Katyniu zginęło 231 Żydów, w Charkowie-188, a  19 zamordowano w Miednoje. Manipulując liczbami stwierdza, że w Polsce przed 1939 r. „żyło prawie cztery miliony Żydów”. (Por. „Ziemia i chmury”op.cit.,s.99). W rzeczywistości żyło ich nieco ponad 3 miliony osób - 3,11 mln.
Parokrotnie Weiss użala się nad okrucieństwem polskich władz komunistycznych, które wypędziły Żydów w 1968 r., dodając, iż czegoś takiego nie było nigdzie w świecie, nawet w państwach arabskich”.(Por. „Ziemia... op.cit.,s.99). Przypomnę Weissowi, że coś takiego nastąpiło w Izraelu, gdzie wypędzono setki tysięcy Arabów na poniewierkę, zabierając im ziemię rodzinną. Z Polski wyjechało w 1968 r. o wiele mniej Żydów. niewiele ponad 10 tysięcy. W 1968 r. wyjechało 3437 osób. Punkt szczytowy wyjazdów nastąpił w 1969r., gdy wyjechało 7674 osób. Oficjalne zakończenie akcji wyjazdów jesienią 1969r. spowodowało, że liczba emigrujących w 1970r. spadła do 698 osób. (Dane według internetowego tekstu Hili Marcinkowskiej: „Jak pozbyto się Żydów w 1968 r.”., zamieszczonego na Forum Żydów Polskich). Żydzi emigrujący z Polski na ogół wylądowali w cieplarnianych warunkach na Zachodzie, podczas gdy miliony Polaków marzyło o wydostaniu się z PRL-u. Przy okazji zwrócę uwagę na zupełnie pomijany przez Weissa fakt. Można i trzeba współczuć jakże wielu uczciwym Żydom wydalonym nagle z Polski w 1968 r. Ja sam zawsze wspominałem z nostalgią świetną koleżankę z PISM Lusię Sadykiewicz, wyrzucona po donosie ZSL-owca doktora Józefa Kukułki. (Spotkałem sie z nią po latach w Londynie).Wśród wyjeżdżających nie zabrakło jednak również i wielu autentycznych swołoczy, o czym milczy S. Weiss.
 
Krytyk teatralny Andrzej Wróblewski, dziadek Tomasza Wróblewskiego (Fejgina),skądinąd bez porównania uczciwszy od tego jegomościa, w ciekawym wywiadzie książkowym „Być Żydem...”, udzielonym Dagowi Halvorsenowi, wspominał: „Co mnie doprowadzało do pasji, to fakt, że tym samym pociągiem co Kamińska (znana aktorka żydowska-JRN), pod płaszczykiem dotkniętej godności, wyjeżdżali z kraju Żydzi, którzy służyli w UB, byli sędziami czy prokuratorami z rękami umazanymi po łokcie w krwi”. (Por. A.Wróblewski: „Być Żydem...”,Warszawa 1992,s.224.). Z kolei najwybitniejszy z pisarzy pochodzenia żydowskiego, którzy zadebiutowali po wojnie Leopold Tyrmand pisał w znakomitej, ale świadomie starannie przemilczanej w polskojęzycznych mediach „Cywilizacji komunizmu” (Łomianki 2006, ss.176-177): „Amerykańskie uniwersytety przygarniają dziś Żydów, którzy przez 25 lat swych służb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciężko prześladowali ludzi - w tym także innych Żydów -walczących o prawo do niezawisłości sumienia. Dziś Żydzi ci chronią się za swe niegdyś tak łatwo zapomniane żydostwo. Fakt, że w Polsce w 1968 roku przypomniano im nagle i brutalnie, że są Żydami, jest groźny i odrażający, wymaga napiętnowania i potępienia. Ale nie czyni z nich ludzi godnych szacunku, a nawet współczucia, a juz zupełnie nie upoważnia do solidarności z nimi. W chwili poważnej, gdy odwieczne siły ciemnoty grożą i atakują, należy sumiennie oddzielić obronę i protesty w obronie tych Żydów, którzy cierpią tylko za to, że są Żydami, od owych, którzy są jedynie ofiarami zmagań o władzę pomiędzy komunistycznymi politykierami a talmudystami marksizmu. Opluwani, poniewierani i pozbawieni środków do życia Żydzi polscy płaca za kariery i błędy tych drugich, za ich upojenia uzurpowaną władzą .Ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której, po 25 latach, dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć jako inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić prawem życia. Trudno jest zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, którą głosili w komunistycznych gazetach, książkach, artykułach, filmach (...) Pognębiono ich za to, że byli Żydami, a nie za to, że chwalili i realizowali gwałt, niewolę i łajdactwo. Nie zdadzą już nigdy rachunku za własne przestępstwa, ocalili ich tępi antysemici, ,depcząc ich metrykę i ratując w ten sposób ich człowieczeństwo”. (Podkr.-JRN).
 
Tak pisał wspaniały patriota polski żydowskiego pochodzenia, zawsze płynący pod prąd Leopold Tyrmand. Na tle jego humanistycznej podstawy i ogromnej uczciwości intelektualnej postawa cynicznego szowinistycznego krętacza żydowskiego S. Weissa to prawdziwe dno. Szczególnie bezczelne, wręcz bez klasy, jest inne porównanie zastosowane przez Weissa w tekście „Mój i nasz Izrael” we „Wprost” z 4 maja 2008 r.. Weiss pisał tam: „ Byliśmy narodem wypędzonych przez dwa tysiące lat i żyliśmy z poczuciem wypędzenia. Wygnała nas Hiszpania w 1492 r. (Ferdynand i Izabela). Zostaliśmy wypędzeni kominami w Auschwitz z Europy. A także wypędzono nas w marcu 1968 r. z Polski”. Czyż nie jest czymś odrażającym porównanie niegodnego wymuszenia przez komunistyczne władze wyjazdu kilkunastu tysięcy Żydów z Polski w 1968 r., z eksterminacją milionów Żydów w Auschwitz. I tak twierdził domniemany „wielki przyjaciel” Polski! Znamienne, że Weiss, tak skwapliwie porównujący wypędzenie kilkunastu tysięcy Żydów w 1968 r. przez władze komunistyczne z wymordowaniem milionów Żydów przez niemieckich nazistów w dwóch swych wielkich książkach - wywiadach „Czas ambasadora” i „Ziemia i chmury” nawet jednym słowem nie zająknął się o tym, że przez całe stulecia Polska była jedynym miejscem schronienia dla Żydów wypędzanych z wszystkich innych krajów Europy i była nazywana „paradisus Judeorum” (żydowskim rajem).

Wybielanie izraelskich zbrodni przez S. Weissa
Ciekawe, że „wrażliwy humanista” (tak się sam przedstawia) Weiss jakoś nie zajmuje się sprawą cierpień i ogromnej dyskryminacji Palestyńczyków w Izraelu. Przypomnijmy, że prawdziwie wrażliwy humanista słynny skrzypek Yehudi Menuhin w wywiadzie dla francuskiego „Le Fiogaro” w styczniu 1998 r. przyrównał Żydów w Izraelu za politykę wobec Palestyńczyków do nazistów. (Por..tekst w kanadyjskim „The Toronto Star” z 23 stycznia 1998 r.: „Atmosphere in Izrael Nazi-like, violonist says”.). Warto przypomnieć, że nawet w Izraelu znalazł się ktoś prawdziwie uczciwy, w odróżnieniu od Weissa, odważny i bezkompromisowy myśliciel ,autor kilkudziesięciu książek, filozof i etyk Jeszajsu Lejbowicz, który publicznie nazwał izraelskie wojska „judeo-nazistami”, a demokrację izraelską „hucpowatym kłamstwem” (wg. „Gazety Wyborczej” z 26 sierpnia 1994 r.) .Przepraszam za cytowanie tego powili dogorywającego szmatławca, nikogo nie zachęcam do czytania „Gazety Wyborczej”, ale ktoś musi się męczyć .Spadło na mnie! Przypomnijmy, że Weiss określił w „Czasie ambasadora” (Kraków 2003.,s.30) tych, co przyrównują armię izraelską do „pseudointelektualnych faszystów”. Nazwać tak wspaniałego skrzypka Y.Menuhina!- duża rzecz! Moim zdaniem to Weiss jest „faszystą”, i to nawet nie „pseudointelektualnym”, lecz zwykłym bucem ! Pogratulować prezydentowi A. Dudzie, że go tak wyróżnił!
Według kłamczucha Weissa siły ekstremistyczne „dominują po stronie palestyńskiej, a u nas są na samym końcu”.(Por. wywiad S. Weissa: „Utracona wiara i nadzieja”, udzielony Zygmuntowi Słomkowskiemu z postkomunistycznej „Trybuny” w numerze z 23 stycznia 2003 r.) Przypomnijmy więc, że nie na końcu Izraela, a na czele stali trzej sprawcy przez Arabów :M. Begin, I. Szamir i A. Szaron. Jak Weiss zręcznie umie kręcić i uciekać od kompromitujących Izrael tematów najlepiej świadczy jego odpowiedź na zapytanie red. Pawła Smoleńskiego z „Gazety Wyborczej” o odpowiedzialność ministra obrony, a później premiera Izraela A. Szarona za masakrę Palestyńczyków w Sabrze i Szatili. Przypomnijmy, że w miejscowościach tych libańscy falangiści wykorzystali otoczenie obozów Palestyńczyków przez wojska izraelskie i wymordowali od 700 do 3500 z nich, w tym wielu kobiet i dzieci. Od początku była widoczna współodpowiedzialność wojsk izraelskich za tę rzeź.
ONZ uznała okrutną pacyfikację obozów palestyńskich za zbrodnię ludobójstwa, a w Izraelu odbyły się wielusettysięczne manifestacje przeciwko Arielowi Szaronowi. (Por. Paweł Smoleński: Sabra i Szatila na sumieniu generała Szarona”, „Gazeta Wyborcza” z 24 stycznia 2014 r.) . A jak tę sprawę przedstawił Weiss? W czasie wywiadu dla „Gazety Wyborczej” z 12 września 2002 r. red. P. Smoleński powiedział do Weissa, że Arafat „Być może pamięta Sabrę i Szatilę, za które co najmniej moralna odpowiedzialność ponosi Szaron”. Weiss natychmiast uciął tę kwestie, mówiąc : „Specjalna komisja Knessetu badała okoliczności masakry”. (Por. S. Weiss: „Czas ambasadora”, op.cit., ,s.43). Powiedział tak zdawkowo, nie dodając, że specjalna komisja Knessetu pod przewodnictwem sędziego Sądu Najwyższego Icchaka Kahana. uznała współodpowiedzialność gen. Szarona za masakrę Palestyńczyków i pozbawiła go funkcji ministra obrony. Co nie przeszkodziło mu później - w 2001 r . roku zostać premierem Izraela. Pełnił te funkcję akurat w czasie wywiadu Smoleńskiego z Wessem, który tak kłamliwie uciekł od sprawy odpowiedzialności za zbrodnię Sabrze i Szatili. Tak rozlicza się Izrael ze swymi zbrodniami wobec Palestyńczyków.! Ciekawe, ze nawet taki proizraelski „jastrząb” i kłamczuch Dawid Warszawski (Gebert) okazał się w tej sprawie dużo uczciwszy od Weissa. Przyznał on w „Gazecie Wyborczej” z 6-7 stycznia 2001 r., że: „Wybór Szarona na pewno zaś oznaczałby oddanie fotela premiera człowiekowi, który w 1982 r. okłamując rząd, którego był członkiem i cały naród, wplątał Izrael w krwawa wojnę w Libanie. Kosztowała ona życie ponad tysiąca Izraelczyków, wielokroć więcej ofiar po stronie arabskiej (...) Wreszcie był to wybór człowieka, który odpowiada za dopuszczenie do masakry w Sabra i Szatila”..A jednak Izrael powierzył rząd Szaronowi , człowiekowi z tak zbrodniczą przeszłością, sprawcy napaści na Liban, która kosztowała ten kraj około 40 tysięcy poległych bezbronnych mieszkańców. (Zob. szerzej rozdziałek „Żydzi powinni przeprosić Arabów” w mojej książeczce „Kogo muszą przeprosić Żydzi (Warszawa 2001,ss.40-47)
Skrajną stronniczość Weissa dobrze ilustruje jego stanowisko w sprawie potajemnego wywiezienia do Izraela, wręcz kradzieży, malowideł Brunona Schulza z Drohobycza w połowie 2001 roku .Liczne osoby (w tym poeta i tłumacz Jerzy Ficowski, wybitny biograf Schulza w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”) określili akcję wykradzenia malowideł Schulza jako „rabunek”., Natomiast S .Weiss jak stary paser, bez żenady usprawiedliwiał i te złodziejskie działania Izraelczyków. (Por. S.Weiss ; „Ziemia i chmury”, op.cit.,ss. 118-120).
Warto dodać, że Weiss spośród Polaków najbardziej wysławiał postkomunistę Aleksandra Kwaśniewskiego. W jednym z tekstów we „Wprost” stwierdził, że Kwaśniewski „budował most przez rzeki krwi, które nas rozdzielały”. Skąd Weiss wziął te dzielące nas „rzeki krwi”? W książce „Ziemia i chmury” (op.cit.,.s.125-128 )Weiss poświęcił prawie trzy strony na tekst przemówienia w Jedwabnem 10 lipca 2001 r. swego ulubieńca Kwaśniewskiego . W książce -wywiadzie ze Szwedowską „Ziemia i chmury” op.cit. ,s.132 Weiss z werwą wychwalał Kwaśnie4wskiego, mówiąc m.in. : „Prezydent Kwaśniewski jest od wczoraj obywatelem Europy i świata. On skoczył sto kilometrów do przodu. On miał tę odwagę, by powiedzieć prawdę swemu narodowi. Dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi”.